Posłowie

        Przewrotny tytuł wskazuje, że – korzystając z zaproszenia cierpliwego redaktora naczelnego „Gazety IT” – trochę spóźnienie zajmę uwagę czytelników drugim pokłosiem III Kongresu Informatyki Polskiej. Pokłosie było nazwane postscriptumem, a odbyło się ponad miesiąc temu – co wyjaśnia moje stwierdzenie o wytrzymałości rednacza, 6 kwietnia w Warszawie, w miejscu, które krótko potem, na jeszcze krócej, stało się strefą zero, czyli w hotelu „Sofitel”. Impreza było w zasadzie przeznaczona tylko dla uczestników 3. Kongresu, niestety okazało się to nie do końca wykonalne, gdyż organizatorzy nie dysponowali bazą osób zarejestrowanych na Kongresie (trochę się boję nazwać to syndromem szewca – nie tego poniedziałkowego lub lingwistycznego, ale bosego). 

Tym niemniej sala była pełna, i większość znanych w środowisku ludzi była obecna – co nie oznacza, że była obecna większość ludzi znaczących (cokolwiek by to znaczyło) w polskiej informatyce – biorąc pod uwagę zarówno informatykę czystą (lub jak kto woli akademicką) jak i stosowaną, a więc sektor przedsiębiorstw teleinformatycznych. Pomimo istotności poruszanych  tematów nie przybyło również kilku zaproszonych i zapowiedzianych panelistów, m. in. prof. Kleiber czy prof. Lubacz, a przebieg spotkania wydawał się trochę improwizowany, choć niewątpliwie sympatyczny. Sprawił to zarówno duet prowadzących postscriptum prezesów – Polskiego Towarzystwa Informatycznego profesora Zdzisława Szyjewskiego oraz Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji doktora Wacława Iszkowskiego, jak i chociażby zabawna pomyłka w przeźroczu datującym 3. Kongres na 3-5 czerwca 2004 roku. 

Okazją do tej imprezy było bliskie już wejście do Unii i miało stanowić swego rodzaju podsumowanie. Formułą spotkania były panele dyskusyjne wokół czterech problemów:

1. Program informatyzacji Polski w eEurope 2010,

2. Odpowiedzialność zawodowa informatyków,

3. Przyszłość internetowa,

4. Edukacja.
 

Z ciekawych (w najróżniejszym ujęciu) zdarzeń można wymienić:

-  wystąpienie prezesa Tomasza Sielickiego (Computerland) nt. wejście do Unii:

Zdarzenie to jest wymienione a rebous, gdyż prezes mówił długo, bardzo chwalił poziom wykształcenia polskich specjalistów (informatyków?) na przykładach swoich szkolnych kolegów i koleżanek odnoszących sukcesy wyłącznie za granicami, ale oprócz tego wyrazistych treści w przemowie nie było w nadmiarze (czym na Kongresie odważnie zaskoczył prezes Skotniczy), oprócz wyrazistego (dyżurnego?) żalu do rządu, że nie wspiera polskich firm informatycznych za granicami.

 

-  powtórzenie przez prezesa PIIT podawanych na Kongresie danych o wolumenach polskiego rynku I (3 mld euro) i T (10 mld euro) wobec np. Niemiec (I/T 63/63 mld euro),

 Powyższe dwa wystąpienia można skomentować być może w wielkim uproszczeniu, za to dosadnie – do wejścia nikt nie był i nie jest przygotowany – ani rząd, ani przedsiębiorstwa (i nie tylko informatyczne), i nikt tym się nie przejmuje, zapewne słusznie, bo i tak sobie poradzimy. Co do rządu, to wręcz tym lepiej, gdyż od czasu gdy przestał się zajmować gospodarką, ta ostatnia zaczęła się szaleńczo rozwijać :-) . A to, że rząd (dowolnej maści) tak naprawdę nie jest zainteresowany polską informatyką jest oczywistym wnioskiem z liczb podanych przez prezesa PIIT – śmiem twierdzić, że brak w Polsce parytetu obu wolumenów wynika z horrendalnego zawyżenia cen na usługi telekomunikacyjne – lekko licząc dwa do trzech razy. Żaden dotychczasowy, począwszy od 1989 roku, rząd nie był zainteresowany ani w rozbiciu monopolu TP SA, ani w radykalnym obniżeniu cen na usługi, bez których nie nowoczesnej informatyki, i dzięki czemu propagacja informatyki w Polsce jest tak mizerna – ludność Niemiec większa 2,5 raza, ale informatyka – 20 razy. Hadko pisat’.

 

-  rozwinięcie przemyśleń prezesa Solideksu, doktora Skotniczego na temat odpowiedzialności zawodowej informatyków,

Wystąpienie logicznie poszerzyło znaną, kongresową przemowę prezesa Skotniczego, będącą niewątpliwie tak kijem wetkniętym w mrowisko, jak i wezwaniem do zerwania solidarności przedsiębiorców w przemilczaniu nieprawidłowości, czyli tego, co prof. W. M. Turski w ostatnim „TeleInfo” nazwał bez ogródek omertą. Natomiast wracając do kwestii etyki, to padła niezwykle celna myśl o dywersyfikacji informatycznej odpowiedzialności zawodowej na odpowiedzialność dydaktyków (nauczycieli akademickich), praktyków, przedsiębiorców oraz władzy, oraz o szkodliwości wprowadzania pojęcia "informatyka stosowana" - ciekawe jest to w kontekście poglądów innego krakowianina - rektora AGH Tadeusiewicza. Kwestia takiej dywersyfikacji warta jest kontynuowania przy wszelkich możliwych okazjach, jak na przykład podczas tegorocznych, w dalszym ciągu mrągowskich Jesiennych Spotkaniach PTI.

 

-  propagowanie przez rektora AGH prof. Tadeusiewicza pojęcia "informatyka stosowana".

 Rektor po raz kolejny wyjaśniał to pojęcie jako kwalifikacja ludzi pośredniczących między teoretykami i wytwórcami narzędzi informatycznych i użytkownikami końcowymi - spotkało się to z polemiką prof. Sysły z Wrocławia, a wcześniej (w Raporcie pokongresowym) prof. Węglarza, który – dla przypomnienia – sięgał do autorytetu Petera Demminga i jego znanego artykułu z 1991 r. w Comm. of ACM „Computing as discipline”. Tym niemniej reakcja sali była przychylna, a na dodatek, jak się okazało niedawno, rektor działa metodą faktów dokonanych, i na AGH od nowego roku akademickiego będą wprowadzone cztery kierunki tak właśnie nazywane.

 

Inne zdarzenia nie były już tak pasjonujące, łącznie z przyjętym na zakończenie spotkania listu otwartego uczestników.

 

Minusem tego forum był napięty czasowo harmonogram, za długie ławki panelistów - prowadzący plus dwie osoby – na zaledwie 45 minut, jeśli jeszcze ma być dyskusja, pozwolenie panelistom na prezentacje w PP, i praktycznie niedopuszczenie do dyskusji i głosów zebranych pomimo zapowiedzi i zaproszeń do dyskusji podczas otwarcia (trzeba jednak przyznać, że samokrytycznie mówił o tym na zakończenie prezes Szyjewski).

 

I jak by nie patrzeć, pewne opóźnienie w stworzeniu tej subiektywnej relacji nie okazało się rzeczą złą – opinie stały się czasem bardziej wyważone, a czasem potwierdzone przez bieg rzeczy. Wejście do Unii odbyło się gładko i niezauważalnie, a informatyka stosowana staje się ciałem.

 

Janusz Dorożyński, © 2004