"Rzeczpospolita", 4 grudnia 2004 r.

JANUSZ DOROŻYŃSKI

Niejawna droga do opatentowania

Rozróżnianie oprogramowania od idei i odkryć naukowych, na gruncie obecnej wiedzy nie jest możliwe.

Polskie Towarzystwo Informatyczne odrzuca koncepcję dyrektywy Rady UE, która niejawnie prowadzi do patentowania oprogramowania. Wprawdzie formalnie propozycja odżegnuje się od tego, ale faktycznie za pomocą skomplikowanych sformułowań prowadzi do objęcia oprogramowania patentowaniem. Ogólne zapisy projektu pozostawiają niejasności co do przedmiotu patentowania i dają możliwości nadinterpretacji.

Projekt, chociaż zwięzły, jest zagmatwany i sprzeczny, a polskie tłumaczenie do sprzeczności i błędów wersji angielskiej dodaje nowe. Jednocześnie zakłada wykonalność rozróżniania oprogramowania od idei i odkryć naukowych, co na gruncie obecnej wiedzy nie jest możliwe. Z fundamentalnych powodów nie będzie możliwe rozstrzygnięcie, czy pewne rozwiązania komputerowe są patentowalne, czy nie. Według podejścia platońskiego idee są niepatentowalne jako istniejące obiektywnie, a według oponentów idee są tworzone przez ludzi, czyli mogą być patentowane.

Cywilizacyjna rewolucja

PTI nie jest przeciwne patentom na rozwiązania realizowane za pomocą oprogramowanego urządzenia komputerowego, pod warunkiem wyłączenia z patentu tego oprogramowania i chronienia go jak dotychczas prawem autorskim. Okres stosowania tej ochrony upoważnia do stwierdzenia, że zabezpiecza ona interesy stron i nie hamuje aktywności gospodarczej ani rozwoju. PTI od powstania w 1980 r. było rzecznikiem takiej ochrony, może więc występować jako podmiot bezstronny. Sprzeciwia się zatem rozumowaniu o potrzebie kolejnej ochrony jako korzystnej ekonomicznie. Tożsamość konstrukcji jest fałszywa, gdyż w wypadku ochrony prawem autorskim korzyść była prawdziwa społecznie i ekonomicznie, w wypadku zaś patentowania korzyści będą tylko ekonomiczne i tylko dla największych firm. Obecna ochrona oprogramowania tworzy stan równowagi, w którym funkcjonuje, w zgodzie z prawem, również oprogramowanie z otwartym kodem.

Jest on jednak stanem przejściowym, który z perspektywy historycznej będzie oceniany jako rewolucja cywilizacyjna - szybkie "uzbrojenie" się ludzkości w nieznane dotychczas urządzenia, maszyny, media i rozpoczęcie oferowania i wykorzystywania w niespotykanej skali związanych z nimi usług. Zjawisko takie przesuwa środek ciężkości nie ze sprzętu na oprogramowanie, ale z oprogramowania na usługi. Stymulatorem tego przejścia było ujawnienie przez IBM - właściciela największej liczby tradycyjnych patentów - specyfikacji komputera osobistego (PC), czyli uczynienie z niej dobra ogólnoludzkiego. Podejście w duchu "korporacji przyjaznej cywilizacji" firma ponowiła w 2000 r., gdy kosztem miliarda dolarów stworzyła wersję Linuksa na platformę komputerów mainframe S/390 (zSeries).

Hamulce rozwoju

Proces rosnącego znaczenia usług i oczekiwanego spadku jednostkowych cen oprogramowania jest hamowany. Po pierwsze - próbami tzw. patentów podwodnych, czyli patentowaniem idei lub nawet konstrukcji przyrody ("opatentowane" fragmenty kodu DNA człowieka) dla potencjalnego czerpania profitów nienależnych zgłaszającemu. Po drugie - próbami świadomego (przeciw)działania wielkich firm informatycznych w celu utrzymywania lub zakonserwowania wolumenu obrotów i zysków z oprogramowania. Oba zjawiska są skierowane przeciwko działalności indywidualnych informatyków i niewielkich firm.

W wypadku polskich podmiotów informatycznych gros to firmy małe, korzystające z narzędzi objętych licencjami chronionymi prawem autorskim, często zabezpieczonych technologicznie - jak np. licencjonowanie usług terminalowych MS Windows - co podnosi koszty informatycznej obsługi zewnętrznej (outsourcingu) świadczonej m.in. przez przedsiębiorstwa ZETO. Patentowanie wprowadzi dodatkowe opłaty dla odbiorców końcowych i w dłuższej perspektywie zahamuje rozwój usług informatycznych, co jest szkodliwe dla firm polskich, mających duże szanse w dostarczaniu usług i mniejsze w obszarze potencjalnie "patentowalnym" - jak informatyczne systemy operacyjne, narzędziowe i użytkowe. Warto podkreślić, że wprowadzenie podobnych zapisów w prawodawstwie amerykańskim nie spowodowało wymiernych efektów gospodarczych.

Trzy elementy

Rozumowanie przywołujące pojęcie rewolucji prowadzi do pewnej wizji cywilizacyjnej, gdy oprogramowanie jako niematerialna emanacja ludzkiego rozumu skierowana na zaspokajanie potrzeb, czyli faktycznie tego, co posiada wartość, spowoduje radykalną zmianę znaczenia trzech elementów: sprzętu, oprogramowania, usług.

Sprzęt komputerowy, jako powszechne dobro, nadal będzie chroniony zwyczajami (nie kradnij), prawem (w tym patentowym - nie kopiuj) z łatwą prewencją naruszeń i ich ściganiem.

Oprogramowanie wyewoluuje w otwarty kod, co uczyni zbędnym jego ochronę, problematyczną z powodu łatwego powielania oraz ukrywania tego. Usługi zaś staną się głównym generatorem wartości, ze sprawdzoną ochroną - zwyczajową i prawną - zapłaty za nie. Samych usług nie da się kopiować, a umiejętności ich świadczenia można będzie posiąść przez zdobywanie wiedzy. Pomysł patentowania oprogramowania obiektywnie jest skierowany na zablokowanie takiej struktury trzech elementów.

Warto w tym kontekście zacytować wypowiedź Piotra Waglowskiego dla "Rz" z 17 listopada (żółte strony): "Cyfrowy świat (É) podlega podobnemu procesowi, jaki miał miejsce w XVII w. w Wielkiej Brytanii podczas grodzenia gruntów wspólnych, co poprzedziło rewolucję przemysłową. (É) Coraz wyraźniej widać konflikty wynikające z ochrony konkurujących ze sobą dóbr.(É) Czeka nas teraz weryfikacja istniejących granic, i to w skali ogólnoświatowej".

Najnowsza decyzja firmy SUN o bezpłatnej dystrybucji dotychczas komercyjnego systemu operacyjnego Solaris w wersji 10 i oferowaniu płatnej usługi wsparcia potwierdza, że omawiane zjawisko ma miejsce.

Niewątpliwie takie uzasadnienie jest nowatorskie, otwarte na nowe zjawiska i pomysły, odważne w docieraniu do spraw fundamentalnych, i czyni stanowisko zasadnym.

Autor jest dr. inż., głównym technologiem ZETO SA w Poznaniu oraz sekretarzem Głównej Komisji Rewizyjnej PTI, wchodził w skład komisji PTI ds. opracowania stanowiska nt. patentowania oprogramowania




POLSKA PRZECIWNA DYREKTYWIE

Projekt dyrektywy dopuszczającej patentowanie programów komputerowych (a nawet idei programistycznych) od początku budził spore kontrowersje. Dlatego też Parlament Europejski zmienił zapisy, tak by uniemożliwiały patentowanie programów. Rada UE przywróciła je jednak, idąc nawet o krok dalej. Polska podczas głosowania w Radzie wstrzymała się od głosu.

Na skutek protestów środowisk programistycznych rząd polski 16 listopada postanowił opowiedzieć się przeciwko obecnym zapisom projektu. Uznał bowiem, że patentowanie programów uderzyłoby w małych i średnich producentów oprogramowania. W wyniku tego projekt nie wszedł na posiedzenie Rady ds. Konkurencyjności UE i nie został ostatecznie przyjęty. Stanowisko Polski pozwoliło na wznowienie dyskusji w innych krajach europejskich, które mogą teraz również opowiedzieć się przeciwko dyrektywie. (WIK)