Pane Prezydente
 

Może to i dziwaczna inwokacja dla tekstu napisanego o tegorocznym XVI Szczyrku, ale pokusiłem się przez nią oddać wiele w jednym – obustronny entuzjazm i wzajemne zadziwienie z miejscami brawurowego, miejscami przejmującego koncertu Jaromira Nohawicy, dozę smutku – choć z innych powodów niż w tytułowej pieśni - że tych kilka dni w towarzystwie wspaniałych, inspirujących petejowskich i nie tylko koleżanek i kolegów to przeszłość, powszechne ukontentowanie, że choć na tegorocznej Górskiej Szkole wiele spraw, bo inaczej być nie mogło, korespondowało z otaczająca nas rzeczywistością, to doskonale obywaliśmy się bez polityków, odczucie – pomimo wielu poważnych referentów i wykładowców – pewnej lekkości i niesubordynacji różniącej tę imprezę od bardziej statecznego Mrągowa, i że o wszystko to i znacznie więcej mamy dalej sposobność obwiniać Jerzego Nowaka, Janusza Grabarę, że wymienię tylko tych dwóch organizatorów. I powtórzę: Pane Prezydente, ja do Szczyrku na Szkołę PTI lubię jeździć.

 

A Szkoła tegoroczna i-jubileuszowa obrodziła tak, że osiem tomów referatów do uczestników nie dotarło ani na konferencji, ani pod koniec lipca, ani sierpnia, ani do teraz… Jak najbardziej można z tego powodu posłać Nowakowi kilka dobrych słów, gdyż osiem tomów oznacza ni mniej ni więcej, że na konferencji nasycenie ciekawymi wystąpieniami, puszczanymi do tego w sesjach równoległych – gdyby jeszcze w salach oddzielanych przepierzeniami- było tak wielkie, że nieomal przy każdej nie było wyboru – z czegoś trzeba było rezygnować, i w takiej sytuacji absencja materiałów może być stresująca.

 

Ze względu na tak bogaty program wszelkie próby omówienia będą dalece wybiórcze, co zresztą i czynię :-) .

Pierwszy dzień, rozpoczęty oficjalnie i odmiennie niż dawniej o g. 15-tej był zagrzewką do całości, a wysłuchaliśmy m. in. prezesa PIIiT dra Wacława Iszkowskiego, który przy okazji znanego niektórym wystąpienia eEUforia 2010 rozpropagował w realu znaną na liście dyskusyjnej PTI-L i ciekawą  ankietę WO vs. OK (Wolne Oprogramowanie przeciw Oprogramowaniu Komercyjnemu). Ku memu żalowi skutek chyba był taki sam jak na liście – chyba nikt ankiety nie wypełnił, gdyż wyników nie poznaliśmy. Ze skruchą muszę się przyznać, że łzy me są krokodylowe, gdyż też nie wypełniłem, ale mam oczywiście alibi i winowajcę – Nowak i sp. załatwili  tak zajmujące tematy, że nie sposób było coś  wykroić na ankietę.

Dzień drugi obrodził – na panelu „Zarządzanie wiedzą” – kolejnym pojęciem prozaiczno-informatycznym – „dojenie wiedzy”. Kolejnym, gdyż chyba nie muszę przypominać mrągowskiego fedrowania danych. A ukucie owego dojenia chyba było też wyrazem oceny publiki, iż temat jeszcze nie poddaje się całkowicie naukowcom, co w imieniu tejże publiki wyraził z wdziękiem Piotr Fuglewicz („Szanowni naukowcy, jestem zbulwersowany”), oraz że pod przykrywką zarządzania może kryć się wyrafinowane eksploatowanie pracownika najemnego, co w imieniu własnym (publiki być może też) wyraziłem sam. Z innych tematów tego dnia interesowała mnie kwestia jakości, audytów i normalizacji, dlatego też wysłuchałem Doroty Kazaneckiej-Pieńkosz oraz dra Andrzeja Niemca, z którym przy tej okazji wreszcie poznaliśmy się osobiście. Wspomniane tematy warte były czasu im poświęconego – audyty systemów informatycznych wydają się być wschodząca gwiazdą usług informatycznych, jak i – w warunkach P-systemów – normalizacja.

W kolejnym dniu byłem zmuszony opuścić większość zajęć ze względu na to, że do czasu nieujawniany, zanim nie nagłośnił tego wszem i wobec nieoceniony Jurek Nowak, obecny w Szczyrku prawie w komplecie Komitet Mrągowski (lub Klucz  Czarnego Ptaka) miał sesję merytoryczno-zdrowotną na terytorium hotelu „Klimczok”, niegdysiejszej rezydencji Szkoły. Ponieważ tematem sesji były kwestie mrągowskie a nie szczyrkowskie, to ujawnić można tylko to, że zauważono w jej trakcie wściekłe psy oraz rwącą rzekę, co podobno dobrze rokuje. Niestety nie wpłynęły te rokowania na jeden z ważniejszych, zapowiadanych dużo wcześniej tematów nie tylko tego dnia, ale i całego Szczyrku, czyli patentów. Kwestia ta było gorąco dyskutowana na liście PTI-L, bardzo widoczny był przy tej okazji kol. Sergiusz Pawłowicz, a na prelekcje Halberstadta, Majewskiego i Waglewskiego czekało wielu obecnych na konferencji. I tu niestety wydarzył się klops – prelegenci nie pojawili się. Zawód był tak przeogromny, że wkrótce wylał się na listę dyskusyjną (przyznaję się bez bicia – prowodyrem byłem ja), co zaskutkowało kilkoma emocjonalnymi listami prelegentów, że nic o prelekcji nie wiedzieli, oraz wyjaśnieniem Jurka Nowaka, że organizatorzy powiadamiali. W każdym razie szkoda, gdyż to wystąpienie być może dałoby mocny bodziec do ujawnienia się opinii Towarzystwa w tej kwestii, czego do tej pory nie ma, choć nieformalne opinie są, jest szkic stanowiska  kol. Pawłowicza i kilku kolegów deklaruje wolę formalizacji i szlifowania.

Czwartek był ostatnim dniem, zdominowanym przez zagadnienia bezpieczeństwa. Temat już na zawsze aktualny, choć być może mylę się, gdyż po Szczyrku napotkałem na opinię, że sojusz spamerów i włamywaczy (hakerów, czy raczej krakerów) niedaleki jest do całkowitego i ostatecznego sparaliżowania Internetu (pamięta ktoś „Profesora Dońdę” S. Lema?).

Klamra tych czterech dni są słowa Piotra Fuglewicza, który po swoim charakterystycznym niby niedbałym, niedokładnym przewertowaniu programu i spisu referatów orzekł: Jak ten Nowak to robi, że ściąga tutaj tak znakomite grono.

 

Powyżej pisałem o rzeczach interesujących, natomiast to jeszcze nie koniec. Niesłychanie wzruszającym, chyba nie tylko dla mnie, wydarzeniem był środowy, wieczorny koncert Jaromira Nohavicy. Udało się do niego doprowadzić po dwóch latach zabiegów, a wieść o tym rozniosła się daleko, i na koncert przybyła nawet grupka jego fanów, a wśród nich dyrektorka Muzeum w Cieszynie z mężem, Anglikiem mieszkającym w Czechach. Koncert był fantastyczny, żywiołowy, mnie zachwycił, a pieśń, wykonana na zakończenie, tytuł której pozwoliłem sobie użyczyć, poruszył mnie przejmującą prostotą, prawdą, odwagą,  i też życzeniem Nohavicy, aby nigdy nie zaistniała w mediach, by nie być przez nie zatłuczona i wyprana z jej wielkiego przesłania. Ale to był jeden z wielu Nohavic – był też szarżujący, i dowcipny, jak w kwestii: Uważają, że mówię po polsku, ale proponuję umowę, ja udaję, że mówię po polsku, a wy udajecie, że rozumiecie.

I jak to już jest w Szczyrkach i Mrągowach, nie tylko ten wieczór był zajęty. We wtorek kol. prezes PTI  profesor Zdzisław Szyjewski na wieczorze autorskim zaprezentował swoją najnowszą książkę o projektach (jak swojsko nazywamy przedsięwzięcia) informatycznych. Obecni oczywiście nie darowali sobie i autorowi autografów na otrzymanych w prezencie egzemplarzach.

 

A wokół tych wydarzeń toczyły się cały czas zdarzenia towarzyskie, i choć nie było jak w roku ubiegłym siedmiu gitar w barze, to kilka się znalazło, był też Boguś „Jacko” Jackowski, był Tola Muracki, były śpiewanki w różnych miejscach, porach i konstelacjach.

 

(c) 2004 Janusz Dorożyński