Teleinfo, nr 20, 12 maja 2003 roku
Władysław M. Turski

Po co nam kodeks etyczny?

O kodeksie etycznym informatyków mówi się w Polsce od dawna. Jak tak młodą dyscyplinę - od niepamiętnych czasów. Mówi się różnie. I że właściwie nie wiadomo, po co on by miał być, bo i tak wiemy, jak należy postępować, i że spisany kodeks etyczny jest sprzecznością sam w sobie, bo jak spisane, to już prawo, a etykę każdy nosi w głębi duszy, i że może nawet by się przydał, ale kto będzie stał na straży jego przestrzegania, i że jak kodeks, to i trybunał będzie potrzebny, a kto by miał taki trybunał powołać, a ponadto, jakie by miały być jego (trybunału, znaczy) uprawnienia i procedury postępowania, a jak procedury i postępowania, to kto za to zapłaci. A jakby nawet taki kodeks był, to kto niby miałby go przestrzegać, skoro informatyk to przecież nie zawód tylko stanowisko, pozycja na liście płac, czasem tytuł honorowy, czasem ksywa.

  W innych krajach różnie to się nazywa, kodeksem etycznym albo kodeksem dobrej praktyki, czasem jest to kodeks stowarzyszenia (towarzystwa) zawodowego, czasem firmuje go kilka stowarzyszeń i organizacji. Ale jest. I bardzo się przydaje.
 
  Wcale nie po to, żeby kogoś piętnować za nieetyczne postępki, i nawet nie po to, żeby te czy inne czyny móc nazwać nieetycznymi mając spisaną podstawę takiej opinii, choć oba te powody nie są takie znów błahe. Nie po to także, choć to już wielce pożyteczne, żeby wahającym się pomagać podejmować decyzje, jak postąpić w drażliwych sytuacjach zawodowych, np. gdy stają wobec konfliktu: dobro pracodawcy versus dobro klienta.
 
  Najważniejszą rolą kodeksu etycznego jest wspomagać informatyków wtedy, gdy zawodowe sumienie nakazuje im powiedzieć "nie". Np. wtedy, gdy szef nalega: zrób ten system, a specyfikacje są niepełne, albo z gatunku "zrób tak, żeby było dobrze". Bez spisanego kodeksu etycznego odmowa wykonania bezsensownego polecenia, odmowa postępowania sprzecznego z regułami sztuki może być potraktowana jako odmowa wykonania polecenia służbowego, z wszystkimi konsekwencjami zawartymi w kodeksie pracy. I bronić się w sądzie pracy może być trudno. A spisany i choć w miarę uznawany kodeks etyczny daje obronę. I w sądzie pracy, i - co ważniejsze - przed poleceniami czy propozycjami nieetycznego postępowania.
 
  Potrzebujemy kodeksu etycznego, żeby czarno na białym sformułowano zasady, których informatykowi nie wolno przekraczać. Kogo ten kodeks ma obowiązywać? Nie warto dzielić włosa na czworo: każdego, kto się zechce na nim oprzeć. I tego, kto zechce w swoim sumieniu rozstrzygnąć, czy dany postępek jest, czy nie jest etyczny, i tego, kto potrzebuje znaleźć moralne i legalne wsparcie swojego stanowiska.
 
  Nie ma złudzeń, spisanie kodeksu nie wyeliminuje hucpy informatycznej, niekoniecznie nawet zmniejszy liczbę marnych systemów. Być może, sprowokuje pewną liczbę informatyków do zastanowienia się, czy zawsze postępują etycznie. Na pewno wspomoże tych - wierzę, że licznych - którzy chcą postępować zgodnie z zawodowym etosem. I o to głównie chodzi.

Poznań, luty 2002 - Bydgoszcz, styczeń 2008, grudzień 2009